Jaskóła – Wszędzie Go pełno. Głośny ale i serdeczny kompan. Mięsa nie je ale złowionego pstrąga potrafi pożreć bez wyczepiania przynęty. Ryby łowiłby wszędzie i zawsze. Hipopotamy? Łowimy! Krokodyle? Łowimy! Sztorm pod Przylądkiem Horn? Łowimy! Brak wody na pustyni? Z pewnością gdzieś ryby być muszą…
Polak wśród Wikingów, Wiking dla Kaszubów. To jego i Paruzela relacje z połowów skandynawskich łososi w smutnych latach, z nieukrywaną zazdrością i zapartym tchem czytaliśmy na łamach Wiadomości Wędkarskich. Siła spokoju i nieokiełznana życzliwość. Niezmordowany traper i orędownik zdrowego sposobu żywota. Potrafi posługiwać się językiem, którego brzmienie przypomina chrząkanie guźca.
Zwier – na propozycję aby ruszyć tropem niedźwiedzia odparł: „miszkę to ja mogę w zoo zobaczyć- tutaj przyjechałem na ryby”. Rzecz miała miejsce na Kamczatce. Rybałka ponad wszystko, choć jednak bliskie spotkanie z niedźwiedziem dane mu było, na odległym o kilka tysięcy kilometrów Półwyspie Kolskim, które tylko o mały włos nie zakończyło się utratą godności i przeciążeniem spodniobutów.
Hlehle – Niby się nigdy nie spieszy ale bądźcie pewni – główka pracuje. Łowienie zawsze zaczyna ostatni, choć plan wówczas jest już dobrze opracowany. Oczywiście z ryb schodzi ostatni. Tylko nie próbujcie wówczas pytać co złowił bo się załamiecie, w najlepszym wypadku nie uwierzycie. W Polsce o lepszego sumiarza trudno.
Myślisz, że jesteś twardy? Jacek jest twardszy. Po dwóch dobach podróży samolotami, Uralami, helikopterami wyrywa na ryby niczym jamajski sprinter po strzale startera. Przy tym ma tendencję łowienia największych ryb wyjazdu. Dobry przykład, że na sukces trzeba zapracować. Nie marnuje żadnej chwili na wyprawie i do końca nie odpuszcza. Może dlatego śniadanie ma zawsze niedogotowane a kolację dawno zimną.










