Najmłodszy ze wszystkich bayangołowców, jednocześnie z tak rozwiniętym warsztatem wędkarskim, że zawstydziłby niejednego wiarusa. Wychodzi czas spędzany nad polskimi wodami. Nikt jak On tak nie śpiewa i nikt jak on nie potrafi tak beczeć z owcami. Jak jest coś w garnku do dojedzenia, to przy Mirku można uznać, że tego już nie ma. Szczególnie jak jest „po domowemu”!