|
|||||||||||||||||
Mongolia 2004 - Droga do BargiZazwyczaj do Mongolii udawaliśmy się na spotkanie z Jego Wysokością tajmieniem gdzieś w dorzecze Jeniseju, tym razem było podobnie ale zupełnie inaczej, postanowiliśmy uderzyć w całkiem przeciwnym kierunku, na wschód, jak najdalej na wschód. Ruszyliśmy znaną nam już z poprzednich wypraw wysłużoną bahanką.![]() Droga nie należała do zbyt urokliwych, po prostu wielkie nic, bezkresny step po horyzont, z wypaloną od słońca trawą, płaski jak stół bilardowy, żadnych drzew, ba nawet kwiatka. I tak przez setki kilometrów. Nad nami wznosiło się niebo, na którym próżno by szukać sokoła, stepowego orła czy chociażby wszędobylskiej kani. Monotonię krajobrazu przerywały jedynie rozpędzone stada antylop. ![]() Pierwszy jak zresztą i kolejny obóz rozbiliśmy w stepie ![]() Poranna toaleta i na powrót w objęciach monotonnej jazdy ![]() Jako, że pierwsze obozy przyszło rozbijać nam z dala od szemrzącej wody, a dzienny upał powodował niejakie odwodnienie zapasy złocistego trunku skurczyły się niemiłosiernie. Dlatego napotkane w drodze miasteczko wielce nas uradowało. ![]() Jeszcze bardziej uradował nas sklepik ![]() Uzupełniliśmy również zapasy paliwa ![]() Jeszcze przed zachodem słońca dotarliśmy do legendarnego, granicznego z Chinami jeziora Buir. Ponoć gdzieś w jego okolicy Krwawy baron Ungern ukrył swój niewyobrażalny skarb. Wielu śmiałków próbowało go odnaleźć- do tej pory bezowocnie. My przyjechaliśmy nad to jezioro dla jego tajemniczych, białych szczupaków. ![]() Niestety kilka godzin biczowania wody nie przyniosło żadnych rezultatów. Zupełnie jak nad naszym Ostrzyckim. Bez brań więc przenosimy się w poszukiwaniu szczęścia nad uchodzącą do jeziora rzekę Chalchyn goł. ![]() i jeszcze dalej nad jej dopływy ![]() Rzece daleko było do urody górskich rzek zachodu: Chuluutu, Szyszchidu czy Delger Muren jednak znacząco odbiegała wyglądem od monotonii stepu ![]() Mankamenty urody rekompensował rybostan. Już w pierwszych minutach każdy zaliczył po kontakcie z tą najwspanialszą z zimnokrwistch istot. ![]() Początkowo łowimy lenoki i waleczne pstrągi amurskie ![]() Ilość ryb w rzece jest zniewalająca, praktycznie nie mamy pustch przepuszczeń. ![]() Po zaspokojeniu pierwszego , łowieckiego głodu zmieniamy kaliber przynęt i próbujemy zapolować na coś większego. ![]() Nie próżnują również muszkarze. Piotr na własnoręcznie skonstruowanego mudlera kusi króla rzeki ![]() Janek nie pozostaje dłużny ![]() Ale prawdziwe żniwo przyniósł dzień kolejny. Z namiotu wypełzam jeszcze bladym świtem, Rafał z Grzegorzem stoją już wbici w spodniobutki.. Ruszamy w górę rzeki. Pierwszego tajmienia wyciąga Rafał. Jest bardzo gruby i ciemny, prawie czarny z szerokim, czerwonym ogonem. Miarka wskazuje 122cm. ![]() Teraz ja wraz z Grzegorzem rzucamy na przemian w to samo miejsce, w jamkę , która tak szczodrze obdarowała Rafała. Rafał odpoczywa, wykręca nieco przemoczone ubranie kiedy Grzegorz holuje tajmiszkę. Po chwili i ja mam silne uderzenie. ![]() Już kilka minut później , w kolejnej jamce wyciągam tajmienia 114cm. ![]() Wszyscy wyciągamy kolejne tajmienie. Prawdziwy dzień tajmienia. ![]() Do południa łowię 13, Rafał 12 a Grzegorz 11 sztuk. ![]() Następny dzień jest dniem naszej dalszej wędrówki w kierunku kolejnej rzeki. Nieco błądzimy. Po drodze w stepie spotykamy myśliwego, który wskazuje nam dalszą drogę. ![]() i karawanę, ![]() Wreszcie docieramy do rzeki, w której jak podaje Tajna Historia Mongołów łowił ryby sam Dżyngis Chan. Z pomocą ognistej archii zaprzyjaźniamy się z miejscowym Buriatem, który pokazuje nam najlepsze miejscówki. ![]() Onon jest jedną z najbogatszych w wodę rzek Mongolii. Długość Ononu wynosi 808 km. ![]() Źródła rzeki leżą w wysokiej części pasma Chenteju, bardzo blisko źródeł Kerlenu i prawych dopływów Menzy. Jest typową górską rzeką tajgi. ![]() Dolinę Ononu na całej długości charakteryzuje kolejne następowanie po sobie kotlinnych rozszerzeń i wąskich, lecz na ogół krótkich przłomów. ![]() Nad tą rzeką swoje najwspanialsze wędkarskie chwile spędził Jarema Stępowski. I dla nas rzeka była łaskawa choć lata świetności ma już z pewnością za sobą. Bywa. ![]() Każdemu z nas dane było stanąć oko w oko z władcą rzeki. ![]() Oprócz tajmieni łowiliśmy lenoki, amurskie szczupaki, ![]() wielkie sieje ![]() a nawet jakieś dziwaczne brzany. ![]() Większość tych ryb stanowiło naszą codzienną dietę, którą za sprawą naszego przyjaciela Suchego wzbogacały upolowane ptaszki: cietrzewie i pardwy. ![]() Kochamy takie obozowe życie – w zgodzie z naturą i miejscowymi obyczajami ![]() Niestety wszystko ma swój kres i już po niespełna tygodniu znaleźliśmy się w Ułan Bator, gdzie odwiedziliśmy pałac Bogdo gegena ![]() Bogdo Gegen - zwierzchnik kościoła lamaickiego urzędujący w tym uroczym kompleksie pałacowym do 1924 roku ![]() I już w samolocie. Jeszcze tylko rzut oka na tę cudowną krainę z lotu ptaka i sen. Gdyby można tak było przespać do kolejnej wyprawy. Marzenie. ![]() Autor tekstu: Mariusz Aleksandrowicz Autorzy zdjęć: Cezary Korkosz, Piotr Piłat, Janusz Przetacznik |
|||||||||||||||||
| Członkowie | Wyprawy | Artykuły | Parada rekordów | Plany | Linki | Kontakt | |||||||||||||||||