Mongolia 2006 - Płynąc rzeką kamieni

Jak zwykle wszystko rodzi się w bólu, ale w końcu warto. Spotkanie na Okęciu w Warszawie: Grzegorz, Rafał, Folker i Piotr, szybka odprawa na lot do Moskwy, dwie godziny w powietrzu i już na tranzycie u mateczki Rasiji.
Kilkugodzinna krzątanina, kolejna odprawa, 6 godzin lotu i welcome to Ulan Batar.

Przed lotniskiem czeka na nas kierowca i oczywiście nasza maszyna. Jedziemy do miasta, hotel, mycie , restauracja, zakupy i byle szybciej i dalej w step i góry , byle jak najszybciej dotrzeć do wody. Planujemy spłynąć pontonem rzekę Chuluut od ujścia do niej największego dopływu Suman do połączenia z Iderem i dalej do Selengi.

Przed nami tę trasę pokonała grupa Sławka Bobuli, spływając rzekę w 2001 roku. Jego relacja o miejscach gdzie w rzece jest więcej kamieni niż wody a ryb więcej niż kamieni była inspiracją naszej podróży. Podróż.



I przerwa



Po pierwszym dniu jazdy docieramy do jeziora Ogij,
gdzie mieszkają piękne okonie i szczupaki



Testujemy sprzęt, sprawdzamy ponton, który jak się okaże przejdzie ostrą "próbę bojową"



No i zaczyna się okoniowa rybałka- to się nazywa pasiaste szaleństwo!



Grzegorz ...



Piotr ...



Rafał ...Folker zaś robi zdjęcia.



Niestety do szczupaków nie mamy szczęścia. Jeszcze nie tak dawno nad jeziorem była jedna turbaza, obecnie jest ich kilka. Z pewnością nie pozostaje to bez wpływu na rybostan jeziora. Pora więc ruszać dalej.



Tylko Pipi Langstrum brak;)



Coś dla ducha i ciała - święte źródło wypływające z owoo



Pokonujemy niezmierzone przestrzenie, gdzie kolejne masywy górskie wydają się parkietem, na którym swobodnie w nieustannym tańcu pląsają cienie chmur- niesłychane zjawisko!



Mijamy modrzewiowe lasy, w których cieniu uwija się wiosna



Bywa, że jedziemy po najwyższych wzniesieniach okolicy. Wszystko inne maleje gdzieś w dole - widoki urzekające



Jeszcze jedno spojrzenie z góry i ruszamy w dół doliny



czasem spotykamy karawany, w których jaki ciągną tradycyjne arby na drewnianych kołach



wszyscy gdzieś podróżują



my jednak nieco wygodniej:)



pierwsze spotkanie z rzeką Chuluut...



drugie - parę kilometrów niżej



Szukamy zjazdu do rzeki, którą broni niedostępny kanion



Aż skóra cierpnie, gdy wędkarska dusza patrzy na takie miejsca. A zjazdu jak nie ma, tak nie ma



W dole piękna woda, szumiące królestwo ryb, a my ciągle na tej parszywej górze



W końcu się udaje - ależ rzeka się zmienia, gdy patrzy się na nią z jej poziomu



Zaczynamy spływ - a więc to co tygrysy lubią najbardziej



Piękna rzeka , góry i my, jako dodatek



W końcu pierwsze efekty wędkowania: Jego Wysokość - Tajmień



Tajmień i Rafał – największy farciarz wyprawy



Kolejny obóz



Czasami odwiedzają nas niezapowiedziani goście



Jak co dzień rano - pobudka, śniadanie i... do roboty



Jak widać , kamieni w rzece nie brakuje...



ostatecznie płyniemy "Rzeką Kamieni"



Od czasu do czasu natrafiamy na magiczne miejsca, zamieszkane przez magiczne stworzenia - łowimy wdzięczne lenki i miedziane Tajmienie (80-110 cm), jak ten Grzegorza. Po krótkiej sesji ryba wraca do wody a my do wioseł.



Góra - strażnik naszych rekordowych Tajmieni



Profilaktycznie mamy też magiczne drzewo



Płyniemy rzeką kamieni, a na brzegu płynie rzeka kwiatów - sasanek...



...liliii złotogłów



Czasami na muchę skusi się prawdziwy Król, jak ten tajmień – 120 cm!



Muszkarze chodzą solo, więc...



dobre zdjęcie w tym przypadku , to niemały problem



Gdy ryba leży cierpliwie i czeka , coś udaje się zrobić



Władca rzeki cały i zdrowy wraca do królestwa, może jeszcze kiedyś się zmierzymy. Zwróćcie uwagę na wgłębienie na głowie tego zwierza - cecha charakterystyczna wszystkich tajmieni. W końcu korony wszystkim królom pozostawiają odciśnięty ślad:)



Nasza supermiejscówka - i bez zdjęcia pamiętam każdy jej szczegół



Niezapomniane miejsce, niezapomniana rybałka



Czasami przychodziło nam łowić do kresu wytrzymałości



Koniec zapasów. On - King 138 cm , On - Rafał - jego pogromca – ustawiają się do foty



Tajmień 138cm wrócił do swej podwodnej sali tronowej. Przynętą była sztuczna mysz. To największy okaz złowiony przez członków naszego klubu. Dotychczasowy rekord Grzegorza- bagatela 134cm – tej nocy odszedł do lamusa.
Rafał nie dał ochłonąć przyglądającym się gwiazdom. Nim zgasły na woblera Salmo doławia niewiele mniejszą miedzianą bestię.



Kolejny obóz , kolejna skała, kolejne wspaniałe wędkarskie wrażenia



A z rana - rutyna, znów kamienie, rzeka kamieni... Nie! Morze kamieni!



Czasem na prawdę duże



I te góry - jedne płaskie niczym ściana, inne szarpiące szczytami chmury



Żurawie stepowe



Ten z prawej to ważny człowiek - pomoże załatwić zapas ognistej wody – info dla tych którzy popłyną i po drodze zabraknie (normalna rzecz). To zdjęcie może pomóc. Ważny człowiek zawsze w domu ma kilka flaszek na stanie a, że w promieniu 50 km brak jakiegokolwiek sklepu a nawet drogi { około 140 km od połączenia Suman goł i Chuluut goł}, może okazać się to zbawienne. Oczywiście, gdy ktoś zachoruje;)



Przed nami brunatne góry, a gdzieś w nich oczekiwany dopływ Ider goł



Płyniemy i czekamy – mapa mówi że to już



Jest Ider! – tak naprawdę to płyniemy jego dopływem, za
parę kilometrów obóz i zasłużony odpoczynek po całymi dniu spływu



Cały majdan na brzegu



Blask ognia i zachodzącego słońca - nie wiadomo co bardziej ogrzewa serce



Nadchodzi noc - jutro spotkanie z Delgermoron i Selengą. Celem naszej podroży jest miejscowość Ich-Ul , tam jesteśmy umówieni z naszym przewodnikiem-kierowcą.




Podsumowanie:
Żaden Tajmień nie został zabity.
Złowiliśmy sporo pięknych ryb:
jezioro – okoń , szczupak, płoć- na spinning i muchę
rzeka- tajmień, lenok , harius
Widziano 1 szt. miętusa około 70 cm , tuż przy brzegu przypłynął jak na stołówkę
Ekipa się sprawdziła , sprzęt też
P.S.
Nigdy nie należy podchodzić do sprawy, że jest dobrze - dalej będzie jeszcze lepiej.
Dlaczego to piszę? Gdyż później wielu okazji może zabraknąć, co tyczy się szczególnie robienia niepowtarzalnych zdjęć, łowienia pięknych ryb - w końcu po to tam głównie jedziemy i podejmujemy trudy wyprawy.
My to przerobiliśmy, marnując wiele okazji na piękne fotografie właśnie na początku wyprawy, na jeziorze i rzece

Tekst Piotr Piłat
Zdjęcia G.Borowski , Piotr Piłat






Członkowie | Wyprawy | Artykuły | Parada rekordów | Plany | Linki | Kontakt
Prawa autorskie do zdjęć i tekstów zamieszczonych na tej stronie są zastrzeżone i chronione polskim prawem.
Fotografie są własnością członków klubu i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody.