|
|||||||||||||||||
Jesienna Mongolia 2005 - Wyprawa do świętego źródłaPamiętacie putramentowskie opowieści o wielkich tajmieniach z rzeki Tarvagataj? Ja pamiętałem jadąc w jej kierunku. Droga do rzeki nie była usłana różami lecz szarotkami. Śródleśne połacie łąk zwarcie porośnięte były tymi subtelnymi roślinkami. Na jednej z takich łąk Leon dostrzegł parę pasących się dropi.![]() Do rzeki dotarliśmy późnym popołudniem. Okazała się niewielką rzeką ukrytą w malowniczej dolinie, nad szczytami gór wznosiły się w powietrzu liczne kanie, orły, sokoły, myszołowy i jeszcze inni krewniacy tego drapieżnego rodu. Od czasu Putramenta woda opadła o co najmniej połowę, co oczywiście rozwiewa marzenia o złowieniu tajmienia. ![]() Po zachodzie słońca próbujemy zapolować na króla w Eginie, przy ujściu Tarvagataj, pod pionowo wbitą w koryto rzeki skałę, w miejscu, które kilkadziesiąt lat temu naszemu rodakowi dostarczyło wielu emocji. ![]() " Miejsce wyjątkowo piękne. Dolina Tarbagataju ściśniona przez skały, stromo spadające. Zaraz duża rzeka Egin. Rzucam błysk u samej linii mieszania się wód obu rzek. Zaczynam skręcać. Idzie ciężko: błysk wirujący, a prąd tu szalony. Nagle zaczep. Zły, że tracę błysk, parę razy targam wędkę. I po chwili jakby echo: z daleka dwa niesilne targnięcia. Elektryzujące iskry po całym ciele." Jerzy Putrament - Chudżirt ![]() Niestety nam nie dane było przeżycie takich emocji, nie tylko dlatego, że nie złowiliśmy tajmienia, ani w ogóle żadnej ryby, to się przecież zdarza, w Polsce jest niemal regułą, ale z powodu minionych wydarzeń. Jakich? Od miejscowego arata dowiedzieliśmy się, że w tym roku Chińczycy wymordowali 120 ton tajmieni, które trafiły zapewne na stoły szanghajskich czy pekińskich restauracji. Bywa. ![]() Czas ruszać dalej, w stronę wciąż jeszcze żywej rzeki. Po drodze mijamy nowoczesne gospodarstwo, gdzie posilamy się kumysem i suszonymi, mlecznymi kożuchami. ![]() Mój wielki nos i Leona siwa broda robią wrażenie na najmłodszych ![]() Przed nami monotonna, wielogodzinna jazda przez step. ![]() Podróżowanie po Mongolii nie należy do najprzyjemniejszych, średnia prędkość to około 20 km na godzinę przy sporej dozie szczęścia- jeśli auto nie nawali, poziom wody na brodach mijanych rzek pozwoli, jeśli poczęstunek w jurtach nie przeciągnie się do północy (nie wypada odmawiać), jeśli jeszcze milion innych i innych od innych rzeczy nie wydarzy się pomimo... ![]() Wreszcie krajobraz się zmienia, docieramy do granic Parku Narodowego Terchiin Tsagan Nuur, znanego z samotnego, wygasłego przed milionami lat wulkanu ![]() Zaglądamy do jego wnętrza. ![]() Ze szczytu rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na Białe Jezioro ![]() Jezioro znane jest z wielkich szczupaków, o czym miałem okazję się przekonać kilka lat wcześniej ![]() Jeszcze kilka godzin monotonnej jazdy i naszym oczom ukazuje się widok na legendarną rzekę Kamieni. Chuluut po raz kolejny, miejsce które przyciąga jak magnes, przesiąknięte jakąś magiczną energią, kiedy wsłuchać się w rzekę słychać niemal głosy, głosy ludzi, którzy żyli tu przed dwoma tysiącami lat, kim byli, przed kim bądź przed czym ukryli się na tym skalistym pustkowiu. ![]() Na nadbrzeżnych głazach i kamieniach wciąż widoczne są ślady ich niegdysiejszej bytności ![]() Chuluut jest prawym doplywem Selengi, a właściwie Ideru. Jest typową górską rzeką, szeroką na 15-20m, w okolicach ujścia największego dopływu Suman-goł, płynącą w urokliwym, bazaltowym jarze ![]() Pogoda, niski stan wody i brak toważystwa wróży obfity połów. Już po kilku rzutach, w rwącym prądzie zacinam wielką rybę, która niestety wyhacza się po spektakularnej świecy. Na kolejne branie nie muszę czekać długo. ![]() Efektem jest ponad metrowy król rzeki- tajmień. ![]() To po niego tłukliśmy się tysiące kilometrów, to dla tej ryby cytując przesłanie Sage'a : przybywamy nad wodę bez względu na terminy, jakich musimy dotrzymać w pracy, rodzinne zobowiązania i wszystko inne, żebrzemy, targujemy się, kłamiemy i błagamy, byle tylko mieć wolne. Uciekamy się do kiepskich wymówek i zawieramy niedorzeczne układy z ludźmi, których kochamy i na których nam zależy. ![]() Szedłem brzegiem rozkoszując się kojącym zapachem piołunów do kolejnego, bliźniaczego , bankowego miejsca, gdzie bystrze przechodziło w spokojną płań, nad którym wznosiła się para stepowych orłów. Kilkanaście rzutów przyniosło mi kilka wypasionych lenków od 63-68 cm. ![]() Łowienie w krystalicznie czystej wodzie dostarcza nam wiele radości, widok startujących spod zatopionych korzeni czy kamieni do wirówki mongolskich pstrągów sprawia, że świat staje się piękny. ![]() Leon też nie próżnuje, łowiąc kolejne lenoki, a już w niemal całkowitych ciemnościach , w trzech kolejnych rzutach pokonuje trzy metrowe tajmienie na zarrę, brazylijską przynętę przeznaczoną do łowienia tucunare- największej amazońskiej pielęgnicy. ![]() Kolejne dwa dni wyglądają podobnie, w dzień łowimy lenoki ![]() a wieczorami tajmienie ![]() Trudno było rozstać się z Chuluutem i jego skarbami ![]() W drodze powrotnej jeszcze tylko trzykrotnie okrążyliśmy owoo w podzięce za przychylność losu, ![]() już w stolicy w klasztorze Gandan uprosiliśmy pomyślność powrotu ![]() i odlecieliśmy. Widok z okna samolotu na oddalajacą się Mongolię mieliśmy doskonały, na jej niezmirzone góry, kręte rzeki i bezkresne stepy ![]() Niech wybaczą mi przyjaciele i niegdysiejsze miłości słowa, że najwspanialszą rzeczą jaka przydarzyła się w moim życiu jest i będzie: MONGOLIA ![]() Autor tekstu: Mariusz Aleksandrowicz Autorzy zdjęć: Mariusz Aleksandrowicz, Leon Bojarczuk |
|||||||||||||||||
| Członkowie | Wyprawy | Artykuły | Parada rekordów | Plany | Linki | Kontakt | |||||||||||||||||