Mariusz Aleksandrowicz,
Alex - założyciel klubu, sprawca całości. Przed rybałką konfiety i kawka. Kiedy trzeba rozstawiać namioty szuka drzewa na opał, kiedy filetować ryby porządkuje obozowisko, pompować pontony- ostrzy kotwiczki. Nieco zakręcony. Świetnie gotuje.
Rafał Słowikowski,
Słowik - w wiek XXI wepchnięto go chyba dla draki, wolałby pewnie w XIX zażywać tabaki.W sytuacjach krytycznych zachowuje zimną krew. Z miejsc wszelakich upodobał sobie tajgę na północy Mongolii. Tam też wyprawia się konno po swe największe tajmienie, skąd z reguły wraca w szczęściu i zdrowiu- koń bywa, że też.
Tomasz Ciesielski,
Młody - doktor z irokezem. Niewielką łupiną spłynął Angarę i niemal cały Jenisej, tonąc dopiero gdzieś na wysokości Turuchańska. Wypłynął, zakotwiczając na stałe w norweskiej tundrze.
Janusz Przetacznik,
Prezes - jeśli mówi, że trzeba dokupić jeszcze skrzynkę bo zabraknie- wie co mówi. Przećwiczony na Sanie potrafi przejść niemal każdą nawet najbardziej rwącą rzekę.
Cezary Korkosz,
Czarodziej - z pomocą kilku szkiełek potrafi zaczarować i zatrzymać czas, na zawsze uwiecznić cudowne miejsca i chwile. Bardziej niż udany hol cieszy go przelatujący orzeł, prastary cedr na zboczu góry czy złotogłowa lilia ukryta w skalnej szczelinie. Posiadacz magicznych przynęt na każdą wodę, cierpliwy i spostrzegawczy. Jeśli planujesz ruszyć o świcie- nie budź go.
Leon Bojarczuk,
Ałmas - człowiek z żelaza. Jak sam mówi - dziś już takich nie robią. Urodzony w Argentynie, zamieszkały w Brazylii, ukorzeniony w Hajnówce - egzotyczna mieszanka. Potrafi celebrować wykradzioną z otmętów czasu chwilę, przysiąść, pogapić się, zapamiętać. Ulubione słowo: "Curtir".
Piotr Piłat, ubranka zawsze w kostkę, od linijki, czy to w namiocie, jaskini, kolskiej bardaszce... po kieszeniach jednorazowe chusteczki, bo zawsze jest coś do przetarcia. Stuprocentowy muszkarz. Po złowieniu w dwie godziny dziewięciu około metrowych tajmieni, zapytany: "I jak?" Odparł tylko: "Coś tam gryzło".
Rafał Czuba,
Zwier - na propozycję aby ruszyć tropem niedźwiedzia odparł: "miszkę to ja mogę w zoo zobaczyć- tutaj przyjechałem na ryby". Rzecz miała miejsce na Kamczatce. Rybałka ponad wszystko, choć jednak bliskie spotkanie z niedźwiedziem dane mu było, na odległym o kilka tysięcy kilometrów Półwyspie Kolskim, które tylko o mały włos nie zakończyło się utratą godności i przeciążeniem spodniobutów.
Grzegorz Borowski,
Lolek - na rękę pokonał mongolskiego mistrza zapasów ajmaku Archangaj co zaowocowało noclegiem miast w przytulnej jurcie - w oblodzonym namiocie na zboczu jednej ze stepowych gór Tsenger. Jeśli są ryby w rzece On je znajdzie.
Artur Kreft,
Arturo - jeśli nie masz odpowiedniej przynęty zwróć się do niego, na poczekaniu "coś skręci" lub wydłubie z przepastnej torby, nie znosi chodzić więc zawsze można go spotkać
w "przydomowej bani", dla kurażu nie odmawia nigdy i zawsze wyhaczy jakieś dziwadło: to fląderkę podczas połowu pstrągów a to samotną gorbuszkę zagubioną pośród stada atlantyków.
Krzysztof Zieliński,
Krzyś - krakus pełną gębą, dyplomata w całej krasie, amator przygód, którego nie zraziła ani przydługa lina bungy i mało przyjemny nader realny kontakt z lustrem wody ani niezamierzone opuszczenie pontonu na jednym z progów Górskiego
Nilu, ani nawet nocne, potrunkowe oblicza członków klubu. Niewymownie
skuteczny tester wytrzymałości wędzisk i psychicznej ich właścicieli.
Marcin Więckowski, amator zup mlecznych, niepoprawny entuzjasta. Jeśli słyszałeś o kręciole na 300 łożyskach i szpuli z 24 karatowego złota albo o kijku, którego zdobi uchwyt z ostatniej dzikiej metasekwoji i chciałbyś to zobaczyć na własne oczy - zadzwoń. On ma to już z pewnością.
Krzysztof Szerszenowicz,
Szerszeń - najcierpliwszy z nas wszystkich. Gdy sie uprze złowic łososia na Kolskim bądź tajmienia w Mongolii potrafi przez pięć godzin stać na kamieniu podając muchę w ten sam punkt. Z miejscówki wówczas nie jest Go w stanie ruszyć nawet najbardziej zdumiewające zjawisko miejscowej płci pięknej. Jeśli na Kamczatce nie chcesz wpaść na misia, nie chodź z nim w parze.
Andrzej Biernacki, wędką posługuje się równie sprawnie jak sędziowskim młotkiem. Skutecznie rekontrując zrywy płetwiastego przeciwnika z wody nigdy nie schodzi "bez jednej". Wyjazdom wędkarskim nigdy nie mówi "pas", chyba że w innym miejscu naszej planety rozgrywany jest akurat brydżowy turniej. Nie ma się co dziwić - w końcu hostessy Pani Lavazza z pewnością uśmiechają się ładniej od payar.
Zygmunt Wnuk, mało kogo podwodny świat fascynuje do tego stopnia by na Kamczatce, nie zważając na siarczysty mróz "postanowić" ponurkować pod przewróconym pontonem. Za rzucony rybi czar i mokre ciuchy Zygmunt postanowił się zemścić na ichtiofaunie rzeki jeszcze tego samego dnia. Z resztą skutecznie mści się aż do dziś.
Paweł Korczyk,
sałdat z Afryki - pamiętacie scenę pieczenia jesiotra w "Ogniem i Mieczem" Hoffmana? Gdyby nie Paweł piekliby kartuskie śledziki. Bez ryb żyć nie może - ugania się za nimi niczym Don Juan za panienkami, tyle że po całym świecie. Z resztą popatrzcie jak subtelnie pieści maszynę, która na ryby go dostarczyła. Gdy znajdziecie wydeptaną ścieżkę na nieuczęszczanym odcinku Chawangi bądźcie pewni, że to Jego ślady.
Jacek Przybyłowski, myślisz, że jesteś twardy? Jacek jest twardszy. Po dwóch dobach podróży samolotami, Uralami, helikopterami wyrywa na ryby niczym jamajski sprinter po strzale startera. Przy tym ma tendencję łowienia największych ryb wyjazdu. Dobry przykład, że na sukces trzeba zapracować. Nie marnuje żadnej chwili na wyprawie i do końca nie odpuszcza. Może dlatego śniadanie ma zawsze niedogotowane a kolację dawno zimną.
Paweł Mamoń,
Pablo - prawdziwy Kapitan Ameryka, tyle że Południowa. Przemierzył ją wzdłuż i wszerz. Spłynął kanionem Colca, zobaczył świat ze szczytu Aconcagua, słyszał jak świszczą kule w ekwadorskich strzelaninach, sprawdził jak silna jest złapana żararaka i jak szybko uciekają dzicy indianie wystraszeni obrazkiem kajmana w książce. Każdy z nas jest pewien, że w jego piersi bije serce jaguara... No przynajmniej chrapie jak on.
Bartosz Mikulski, towarzyska dusza. Jeżeli masz ochotę pogadać z kimś do rana w cieple ogniska przy rozgwieżdżonym nieboskłonie (bez dwuznaczności) możesz na niego liczyć. Pięć kropli i szczapka dla ognia.
Marek Bąk, nie mówi nic, mało, bardzo mało- może dlatego ma posłuch bliski absolutu. Jeżeli martwi Cię, że nie uchwyciłeś jakiejś chwili, miejsca, klimatu na karcie fotoaparatu - zapytaj Marka i z miejsca podaj wymaganą rozdzielczość.
Jerzy Jurkan, Polak wśród Wikingów, Wiking dla Kaszubów. To jego i Paruzela relacje z połowów skandynawskich łososi w smutnych latach, z nieukrywaną zazdrością i zapartym tchem czytaliśmy na łamach Wiadomości Wędkarskich. Siła spokoju i nieokiełznana życzliwość. Niezmordowany traper i orędownik zdrowego sposobu żywota.
Potrafi posługiwać się językiem, którego brzmienie przypomina chrząkanie guźca.